Twarda miłość dzieci

I nie ma w tym nic dziwnego.

Dzień bez porządnego krzyku i porządnej awantury to dzień stracony. Przynajmniej takie mam wrażenie, gdy patrzę na moje dzieci. Biją się często, a jak nikt nie widzi, to także dotkliwie. Już nie raz i nie dwa szli do przedszkola z szramami pod oczami.

Pamiętam czas, gdy ich bijatyki były tylko świetną zabawą. Bo nie od zawsze bili się „na noże”. Uwielbiali swoje zapasy i nie robili sobie większej krzywdy podczas całej tej szamotaniny. Sprawdzali się.

To były czasy.

Później zaczęło się przedszkole i wiele się zmieniło.

Uwolnione zostały drzemiące w ukryciu pokłady agresji i gniewu.

Przyczyn można doszukiwać się wielu. Zazdrość, konkurencja, spotkanie z ząbkami koleżanki, która już wcześniej agresji doświadczyła, czy nowa praca mamy. Dziś nie jest to ważne. Żadne z nas nie liczyło przecież, że we współczesnym świecie nasze dzieci nie zaznają tej mrocznej strony życia w społeczeństwie.

Naszym zadaniem nie jest wyeliminowanie tej przyczyny.

Nasze zadanie jest jedno – nauczyć dziecko jak radzić sobie z negatywnymi emocjami, swoimi i cudzymi, tu i teraz.

Teraz pewnie czekacie na nasze dobre rady, pomysły, jak radzić sobie z agresją dziecka. Niestety, pod tym względem Was zawiodę. Nie znaleźliśmy cudownego leku na wszelkie zło. Każdy dzień odkrywa nowy problem. Przykład? Całkiem niedawno Łucja dostała po łapkach, bo przeszkadzała Danielowi w grze. Kilka dni wcześniej Daniel oberwał od córki za to, że wyprzedził ją na schodach. A zeszły rok szkolny? Przychodzimy do przedszkola po dzieci, i kto ma karę za bójkę? Nasze dzieciaki. Za bójki między sobą. Nawet nie chcę myśleć co by było, gdyby chodzili do tej samej grupy.

I żebyście źle mnie nie zrozumieli, nie tylko nasze pociechy pauzują na ławce kar.

Działania antyzaczepne

Zacznijmy od przestrzeni. Nawet w takiej sytuacji jak u nas, gdzie dzieci mają jeden, wspólny pokój, każde z nich ma swoją prywatną, wyodrębnioną przestrzeń, z której bez podania konkretnej przyczyny może wygonić rodzeństwo. Tą przestrzenią są ich łóżka. Na przyległych szafkach mają swój ‘bałagan’, a już niedługo dostaną swoje biurka.

Nie oszukujmy się, czy i Wy czasem nie macie ochoty przynajmniej wyjść i trzasnąć drzwiami, patrząc przez 24 godziny na dobę na tą samą twarz, i słuchając tych samych wypowiedzi?

Każdy czasem musi gdzieś odpocząć, a jeszcze lepiej – zatęsknić.

Na tym strefy indywidualne się nie kończą. Nasze dzieci mają również swoje krzesła przy stole (choć już niedługo), oraz swoje foteliki w samochodzie. Unikamy w ten sposób walk o ‘najlepszą miejscówkę’. Ani krzesełka, ani foteliki nie są identyczne, dzięki czemu dzieci łatwo identyfikują je jako swoje.

Choć kocham ich tak samo mocno, to przecież nie identycznie. Córka rozczula mnie swoim tańcem, a syn przepełnia dumą swym talentem konstruktorskim.

Wiem, że w tym miejscu nie wpisujemy się w ogólnie przyjęty nurt podobieństw. Nie dajemy im identycznych zabawek (drobne wyjątki), nie dajemy prezentu pocieszenia, gdy drugie ma urodziny, nie spędzamy każdego dnia tyle samo czasu nad książką o dinozaurach i książką o wróżkach, nie zawsze przygotowujemy identyczne posiłki (tylko tych mniejszych, jak śniadanie, czy kolacja).

Myślę, że dzięki tej niezależności unikamy części kłótni. Ale nie wszystkich. Zresztą, tego nawet bym nie chciała.

Sztuka godzenia

Bomba czasem wybucha. Bo musi.

Interwencja? Niekoniecznie, choć czasem jest niezbędna. To jest ten wiek, w którym dzieci muszą nauczyć się rozwiązywać konflikty między sobą, szukać pewnych kompromisów, zdobywać uznanie innych, a nie wywoływać gniew i bójki.

Postawcie się na miejscu dziecka, które akurat teraz może i częściej wywołuje konflikty (albo głośniej o nich słychać), ale i je ciągle przegrywa, stając w nierównym starciu z siostrą lub bratem, za którym staje rodzic.

Skończy się na tym, że dziecko szukając uwagi rodzica będzie wywoływać jeszcze więcej kłótni. Albo wycofa się i zamknie w sobie.

I jeszcze jedno, dzieci bardzo szybko uczą się sztuki prowokacji. Znam małych mistrzów w tym fachu, którzy później najgłośniej płaczą, nie bojąc się przy tym wybrudzić kłamstwem.

Zatem interwencja… najfajniej jest, gdy wystarczy zwrócenie dzieciom uwagi na ich zachowanie. Ale nie zawsze jest tak różowo. Czasem bywają takie sytuacje, w których nie obędzie się bez chwili wyciszenia, że w przysłowiowym ‘koncie’ musi stanąć nerwus nadużywający siły, jak i prowokator. Stanąć lub posiedzieć, i przemyśleć sprawę. Przygotować do rozmowy.

Dochodzimy do sedna interwencji. Do tej nauki radzenia sobie z emocjami. Odpowiednie argumenty są w stanie dotrzeć nawet do trzylatka, jeśli będą lekkostrawnie podane. Sprawdzamy zatem skąd ten wybuch:

  • co jest przyczyną kłótni,
  • dlaczego przerodziła się w tornado,
  • jak można rozwiązać konflikt bez rękoczynów.
Wierzcie mi, mając nawet niewielkie doświadczenie życiowe dzieci potrafią zaskoczyć pomysłami, i jeśli tylko wyhamuje się te pociągi pędzące na czołowe, mogą same dojść do porozumienia.

Notorycznie dzieci kłócą się o kubek Taty. Każde z nich chce wypić z niego poranną herbatkę. Jeszcze niedawno wyrywali go sobie nie zważając na temperaturę herbaty, a teraz? Rankiem w sobotę ustalają, kto przejmuje kubek w sobotę, a kto w niedzielę.

Można tylko podziwiać tak ‘niecodzienne’ zjawisko.

Jeśli jednak doświadczenie to za mało – pomagamy. Czasem pomaga poznanie drugiego punktu widzenia:

  • co by było, gdybym to mi ktoś zabrał zabawkę?
  • co by było, gdybym to ja chciał się pobawić cudzą zabawką?
A czasem nie. I to są najczęściej te sytuacje, gdy nasze dzieci nie mogą na siebie już patrzeć, bo są chore i widzą tylko siebie czwarty dzień z kolei.

W takiej sytuacji możemy tylko zastanawiać się, kiedy to się skończy.

Nie zakończę tej myśli w tak ponury sposób. Dzieciaki wspaniale potrafią się ze sobą bawić i tak samo często dają sobie buziaki, jak się kłócą, więc w ogólnym rozrachunku, chyba jest w porządku.

Twarda miłość dzieci - rozmowy z dziećmi na trudne tematy

Twarda miłość dzieci


Spodobały Ci się materiały? Podziel się z innymi...
Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on Google+Email this to someone

... i koniecznie zostaw komentarz.
Będzie to dla mnie wiadomość, że warto pisać dalej.

Dyskusja

komentarze 3 »
  1. Babcia napisał(a):

    Ach,gdyby do takiego małego szkraba była przyczepiona instrukcja obsługi.

  2. Babcia napisał(a):

    Ha,ha,ha

Zostaw odpowiedź